W poszukiwaniu żubra

W celu złapania oddechu, a trochę imieninowo, udaliśmy się w jeden z lipcowych weekendów do Białowieży. To jedno z tych miejsc, które od dawna bardzo chcieliśmy odwiedzić. Żubry, piękne lasy, cisza i spokój. A poza tym lato to doskonały moment na podróżowanie po Polsce i aktywację projektu „Polska na weekend”. W piątek po pracy spakowaliśmy więc walizki i pojechaliśmy w kierunku miejscowości Budy, w której zarezerwowałam nocleg.
Następny dzień rozpoczęliśmy od wycieczki zorganizowanej przez biuro podróży TP Sóweczka, bo tylko z przewodnikiem można wejść na teren ścisłego rezerwatu Puszczy Białowieskiej. Jest wiele innych opcji do wyboru – można na przykład wybrać się na spotkanie z żubrem (ale wymaga to pobudki o godzinie 3:30), są też propozycje dla miłośników ptaków (to dla nich raj!) czy bobrów, ale ponieważ tym razem postawiliśmy na relaks i nigdy wcześniej nie byliśmy w Puszczy Białowieskiej, zdecydowaliśmy się na wariant podstawowy – na wycieczkę „Do dębu Jagiełły”. Trafiliśmy na przemiłą przewodniczkę, która opowiadała wiele fascynujących historii i ciekawostek, nie tylko przyrodniczych (dowiedzieliśmy się też na przykład że na naszej polskiej jednogroszówce przez pomyłkę widnieje liść dębu amerykańskiego, a nie polskiego – sprawdźcie, jest różnica!), choć te przeważały.

Znak_zubr

Przyroda w Puszczy zachwyca. Szacuje się że zamieszkuje ją obecnie około 12000 gatunków zwierząt (zbadanych i opisanych), z kolei gatunków roślin jest około 1000. Sam las ma bardzo bogatą historię i został niejako ocalony przez… żubry. Gdyby nie fakt, że urządzano tutaj polowania na te zwierzęta, prawdopodobnie zostałby wycięty. Niewielki teren obejmujący las pierwotny otacza się zasłużoną ochroną. To las naturalny, jaki kiedyś pokrywał nizinną Europę i miejsce w którym można zaobserwować jak natura radzi sobie bez najmniejszej ingerencji człowieka. A radzi sobie doskonale. Las jest przepiękny i magiczny, a jak stwierdziła nasza przewodniczka – i trudno się z nią nie zgodzić – w obumarłych drzewach jest niekiedy więcej życia niż w zdrowych okazach. Puszcza Białowieska jest jedną z najważniejszych ostoi grzybów i porostów w Europie, bo istnieją tu warunki do naturalnego przebiegu procesów ekologicznych. A wracając na moment do żubrów – choć ocaliły one puszczę, same niemal podzieliły los mamutów. Gdyby nie grupa ludzi, która zdecydowała się jednak ochronić ten gatunek przed wyginięciem dziś moglibyśmy żubra w Białowieskim Parku nie spotkać. Na szczęście żubry są – około 500 sztuk (na świecie jest ich podobno tylko 5000). Najłatwiej zobaczyć je zimą, ale – jak już wspomniałam – wyprawy na żubry organizowane są codziennie i przez cały rok.

IMG_2293 copy

IMG_2333 copy

IMG_2361 copy

IMG_2371 copy

Białowieża to mała wieś, z charakterystyczną drewnianą zabudową, którą można przejść dosłownie w kilkanaście minut (albo przejechać rowerem, bo rower to najlepszy przyjaciel turysty i mieszkańca Białowieży!). Warto zobaczyć prawosławną cerkiew i kupić miód u księdza, który pasjonuje się pszczelarstwem i ma w ogrodzie kilkanaście uli, a miody z jego pasieki zdobyły już wiele nagród na lokalnych konkursach. Piękny jest również zespół budynków Nadleśnictwa Białowieża z parkiem z 1921 r. (Park Pałacowy), które stanowią pozostałość po czasach carskich. Przewodnicy zgodni są co do tego, że rozbiórka samego pałacu (wybudowanego w XIX wieku na rozkaz cara Aleksandra III) była dla Białowieży ogromną stratą i odebrała jej wspaniały zabytek. Twierdzą, że Białowieża byłaby dziś zupełnie innym miejscem, gdyby tak się nie stało. Dziś na jego miejscu znajduje się budynek dyrekcji Białowieskiego Parku Narodowego, który niestety absolutnie nie pasuje do otoczenia.

Cerkiew

IMG_2425 copy

IMG_2462 copy

Obiad zjedliśmy w poleconej przez przewodniczkę restauracji Stoczek, która stanowi doskonałą alternatywę (a nawet powinna być pierwszym wyborem, o czym za chwilę) dla popularnej Restauracji Carskiej. Zjedliśmy przepyszne kartacze z dziczyzną oraz doskonale przyrządzoną polędwiczkę wieprzową z opiekanymi ziemniakami. Kuchnia (i obsługa) na najwyższym poziomie. A do Restauracji Carskiej, zgodnie z zasłyszanym niedawno wśród znajomych hasłem „deser gdzie indziej” – udaliśmy się na skosztowanie słodkości. Wahałam się między babką owsianą a keksem lodowym z serem pleśniowym, ostatecznie wybrałam ten drugi wariant i jest to z pewnością coś co zapamiętam na długo. Choć nie wiem czy skusiłabym się na niego jeszcze raz. Wyraźny ostry smak sera pleśniowego i słodkich bakalii to jednak bardzo nietypowe połączenie (mina Krzysztofa gdy go spróbował była bezcenna). Samą restaurację bezsprzecznie warto odwiedzić, bo znajduje się na nieistniejącej już stacji kolejowej Białowieża Towarowa. Pozostały po niej tory, odrestaurowane wagony służące za pokoje hotelowe i wspomniana restauracja, w której czas zatrzymał się dosłownie 100 lat temu. Miejsce z niesamowitym klimatem byłoby z pewnością jeszcze fajniejsze gdyby nie ceny z menu, które są absolutnie, ale to ABSOLUTNIE oderwane od białowieskiej rzeczywistości. Oczywiście co kto lubi, ale kwota 65-90 zł za danie główne wydała nam się jednak stanowczo za wysoka.

Carska

IMG_8124 copy IMG_8130 copy

Na popołudniową kawę lub cydr gruszkowy polecamy również Cafe Walizka. Bardzo urocze miejsce z duszą, charakterystycznym wystrojem (nie bez powodu ta walizka w nazwie!), dużym wyborem regionalnych trunków (również zza granicy) i sąsiadami, mającymi w knajpie swoje własne kufle i wpadającymi na pogawędki z „szefową” stojącą za barem. Na ścianach można podziwiać zjawiskowe zdjęcia żubrów i białowieskiej przyrody.

Walizka

Wieczorem udaliśmy się jeszcze w okolice Kosego Mostu z nadzieją na wypatrzenie żubra, ale niestety nie wyszedł nam na spotkanie. Spotkaliśmy za to miłego pana Jana, mieszkańca Narewki, który bardzo chciał nam pokazać najpiękniejszy i najzdrowszy dąb w Puszczy i tak 30 minutowy spacer przekształcił się w prawie dwugodzinną wycieczkę okraszoną licznymi opowieściami prawdziwego znawcy okolicy. Co prawda momentami zastanawialiśmy się czy aby na pewno do tego dębu dotrzemy (co chwilę słyszeliśmy, że tak tak, to już za chwilę, a dębu ni widu ni słychu), ale ostatecznie ekspedycja zakończyła się pełnym sukcesem, a dąb był w istocie wyjątkowo okazały.

Bądź na bieżąco

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Aenean in nisi bibendum, pulvinar neque ut, tempor sem.